Aktorki jadą na pogrzeb
Do wypadku doszło 14 sierpnia 2023 roku na obwodnicy Chodla. Kierujący oplem, który wiózł koleżanki na pogrzeb, wymusił pierwszeństwo. Doszło do zderzenia z bmw. Kobieta siedząca obok kierowcy nie doznała poważniejszych obrażeń. Ale trzy kobiety siedzące z tyłu, nie przeżyły. Dla społeczności niedużej Poniatowej, gdzie ludzie dobrze się znają, to był szok. Szczególnie, iż kobiety były tam znane i bardzo lubiane. Wszystkie uczestniczyły w życiu kulturalnym swojej miejscowości. Miały różne projekty dotyczące teatru "Fajna Ferajna", do którego należały. Były również studentkami poniatowskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Miasto pogrążyło się w żałobie.
Policja prowadziła dochodzenie. Sprawa trafiła do sądu. Kierujący oplem Adam W. usłyszał zarzut dotyczący tego, iż nieumyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym w ten sposób, iż kierując samochodem osobowym marki opel, nie upewnił się skutecznie w zakresie możliwości bezpiecznej realizacji wjazdu na skrzyżowanie z drogi podporządkowanej, wjechał na to skrzyżowanie, czym wymusił pierwszeństwo na poruszającym się główną drogą z nadmierną prędkością kierowcy bmw, zmuszając go do podejmowania manewrów obronnych, w następstwie czego doszło do zderzenia tych pojazdów, w wyniku czego obrażeń ciała doznały trzy pasażerki opla, skutkiem których była śmierć tych osób - informowała prokuratura. Kierujący bmw Damian S. usłyszał zarzut naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym w ten sposób, iż kierując samochodem osobowym marki BMW, jadąc z nadmierną prędkością względem administracyjnie obowiązującej, uniemożliwił sobie podjęcie skutecznych manewrów obronnych wobec zmiennej sytuacji drogowej w rejonie skrzyżowania, w następstwie czego doszło do zderzenia kierowanego przez niego pojazdu z wyjeżdżającym z drogi podporządkowanej pojazdem marki opel. Prokuratura żądała dla obu sprawców tej samej kary – roku pozbawienia wolności.
- Tyle tylko, iż kierujący bmw jechał około 140 km na godzinę, a tam jest ograniczenie do 70 km. Tam jest łuk, kierowca opla zauważyłby nadjeżdżający samochód, gdyby ten jechał zgodnie z przepisami – mówi adwokat rodziny Wandy Stawiarskiej, dr Grzegorz Gozdór. - Bmw pojawiło się nagle. I naszym zdaniem, to ta nadmierna szybkość była główną przyczyną wypadku.
Pogrzeb też był traumą
Zanim jednak zakończono dochodzenie i akt oskarżenia trafił do sądu, rodzina pani Wandy musiała przejść jeszcze jedną traumę. Doszło do niej, gdy rodziny przygotowywały się do pochówku bliskich. Pogrzeb pani Wandy miał odbyć się w poniedziałek 21 sierpnia 2023 roku. 19 sierpnia została pochowana pierwsza z kobiet.
— W przeddzień pogrzebu było pożegnanie mamy w zakładzie pogrzebowym, trumna miała być otwarta — opowiadała wówczas Beata Stawiarska. — Już w pierwszej chwili zauważyłam, iż mama zupełnie inaczej wygląda. Wyszliśmy z zakładu, ale nie dawało mi to spokoju. Wróciłam. Zobaczyłam, iż to nie jest moja mama, ale jedna z koleżanek, nasza sąsiadka. Ta, która już właśnie miała zostać pochowana.
Pogrzeb został wstrzymany. Prokuratura zleciła ekshumację pochowanej już kobiety.
- I winę za całe zajście próbowano zrzucić na nas – dodaje Beata.
Uroczystego pogrzebu nie było. 31 sierpnia rodzina złożyła zwłoki do grobu, w ceremonii brali udział tylko najbliżsi. 2 września odbyła się uroczysta msza za panią Wandę, ale już bez ciała.
Grzegorz Gozdór uważał, iż miały miejsce rażące zaniedbania osób przeprowadzających czynności procesowe.
— Nie ustalono bowiem tożsamości zwłok ani na miejscu zdarzenia (co było obligatoryjne), ani w toku innych czynności — mówił wówczas. — Trudno też zaakceptować próbę przeniesienia odpowiedzialności na bliskich pani Wandy, co jest dla nich nieusprawiedliwione, krzywdzące i przykre w tak trudnym czasie, w którym się znajdują. Mąż pani Wandy złożył zawiadomienie o niedopełnieniu obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych do Prokuratury Rejonowej w Opolu Lubelskim.
Sprawa zamienionych zwłok trafiła do prokuratury w Zwoleniu. Została jednak umorzona.

Młyny sprawiedliwości
Sprawa wypadku ciągnęła się blisko trzy lata.
- Za długo, stanowczo za długo – mówi Beata Stawiarska. - Na jedną z opinii czekaliśmy 10 miesięcy. Ku naszemu zdziwieniu, prokuratura chciała dla obu kierowców tej samej kary, roku pozbawienia wolności, choć ja uważam, iż przecież to kierowca bmw był przede wszystkim winny. To on przekroczył dwukrotnie prędkość na tym odcinku.
Grzegorz Gozdór mówi, iż podczas procesu jeden ze świadków zeznawał, iż widział pędzące bmw, chciał zawiadomić policję, iż ktoś urządził sobie wyścigi, ale jego telefon nie miał niestety w tamtym miejscu zasięgu. Dlatego adwokat wnosił w imieniu rodziny o maksymalny wymiar kary – 8 lat więzienia dla Damiana S.
- Co do drugiego kierowcy, wymiar kary pozostawiliśmy do uznania sądu – mówi dr Gozdór. - Ja w mowie końcowej podkreślałem, iż ten akt oskarżenia – to jest takie trochę mówienie - uwaga jedzie pirat drogowy, który ściga się na drodze – ustępujcie mu z drogi bo on się ściga i jemu nie można w tym przeszkadzać. W przypadku Damiana S. nie ma żadnych okoliczności łagodzących. Dostarczyliśmy sądowi materiały, jak on się zachowuje, jakie materiały publikuje w internecie, jak drwi z policji.
Beata Stawiarska dodaje, iż śledziła media społecznościowe Damiana S., gdzie już po wypadku non stop zamieszczał filmy pokazujące, w jaki sposób jeździ, jak przekracza prędkość.
- Jeden z tych filmów wysłałam choćby na tego specjalnego policyjnego maila, który ma pomagać w ściganiu piratów drogowych – mówi. - Dostałam odpowiedź, iż mam napisać, gdzie to było, o której godzinie. Ręce opadają, to jest udawanie, iż robi się cokolwiek. Nikt się tym nie zajął. A sprawca do wyroku publikował różne filmy. Teraz zablokował swoje konto, ma tylko profil prywatny. Ale udało mi się zgrać sporo tych nagrań. Tyle tylko, iż nikogo to nie obchodzi.
Są zmęczeni szukaniem sprawiedliwości
Beata Stawiarska mieszka na stałe w Holandii. Przyleciała do Polski specjalnie na ogłoszenie wyroku.
- O 7,40 rano wyznaczono godzinę ogłoszenia, 11 czerwca – mówi. - Pani prokurator się nie pojawiła.
Sąd skazał obydwu mężczyzn. Adam W., kierujący oplem, dostał karę jednego roku pozbawienia wolności. Jej wykonanie zawieszono na dwa lata. Damian S. został skazany na trzy lata więzienia. Sąd orzekł wobec niego również trzyletni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Zacznie on biec po tym, gdy S. opuści zakład karny. Wyrok jest nieprawomocny.
- My jesteśmy w szoku, nasza cała rodzina – mówi Beata Stawiarska. - Trzy osoby zginęły, bo ten człowiek urządza sobie wyścigi na drodze. Cały czas jeździ, kręci filmy i przez cały czas jest na wolności.
Grzegorz Gozdór już wystąpił o uzasadnienie wyroku, choć podkreśla, iż i tak sąd wymierzył wyższy wymiar kary Damianowi S., od tego, którego żądała prokuratura.
- Ale to rodziny nie satysfakcjonuje. Wymiar sprawiedliwości musi pokazać, iż nasze państwo walczy z piratami drogowymi – mówi. - Polkę w Niemczech, która ścigała się na autostradzie i w wypadku zginęły dzieci, tamtejszy sąd skazał na dożywocie, jak za zabójstwo. I coś w tym jest, bo jeżeli ktoś notorycznie łamie przepisy, to wiadomo, iż prędzej czy później dojdzie do nieszczęścia. Dlatego będziemy w apelacji wnioskować o najwyższy wymiar kary, czyli 8 lat pozbawienia wolności.
Beata Stawiarska nie ukrywa, iż jest bardzo zmęczona walką o sprawiedliwość w Polsce. Półtora roku po śmierci mamy, zmarł jej mąż, ojciec Beaty. Rodzina jest przekonana, iż wypadek i wszystkie związane z nim sprawy, miały na to wpływ.
- My cały czas byliśmy traktowani przez wymiar sprawiedliwości w taki sposób, jak byśmy nie byli poszkodowanymi, tylko sprawcami – mówi Beata. - Czasami mam wrażenie, iż chodziło o to, iż ta zamiana zwłok trafiła do prokuratury. Mnie ta sprawa też przez cały czas nie daje spokoju, rozważamy jeszcze proces cywilny, choć wiem, iż będzie trudny. Czuję się zmęczona. Trafienie w Polsce w machinę prawną to koszmar. Ja jestem wykończona, a sprawca wypadku przez cały czas bezkarny.









