51-letni Polak zginął podczas skoku spadochronowego w Czechach. Do tragedii doszło w rejonie Klatov, niedaleko miejscowego lotniska. Ratownicy przez dłuższy czas próbowali przywrócić mężczyźnie funkcje życiowe, jednak bez skutku. Do wypadku doszło podczas grupowego skoku z udziałem spadochroniarzy z kilku krajów. Według relacji organizatorów Polak był doświadczonym skoczkiem i wyskoczył z samolotu z wysokości około 4000 metrów.
Zdjęcie poglądowe. Fot. PixabayProblemy zaczęły się po otwarciu spadochronu
Według wstępnych informacji po otwarciu czaszy miało dojść do skręcenia linek nośnych. Mężczyzna miał następnie wpaść w gwałtowną spiralę.
51-latek nie zdołał skutecznie uruchomić spadochronu zapasowego i spadł w rejonie miejscowości Točník, niedaleko lotniska w Klatovach.
Dokładny przebieg wypadku nie został jeszcze oficjalnie potwierdzony. Szczegóły dotyczące problemów ze spadochronem pochodzą z relacji organizatorów wydarzenia.
Ratownicy prowadzili długą reanimację
Na miejsce skierowano zespoły ratownictwa medycznego oraz śmigłowiec pogotowia lotniczego. Ratownicy rozpoczęli resuscytację krążeniowo-oddechową.
Mimo podjętych działań obrażenia Polaka okazały się zbyt poważne. 51-latek zmarł na miejscu.
Służby badają przyczynę tragedii
Okoliczności wypadku wyjaśnia czeska policja. Sprawą mają zająć się również specjaliści badający wypadki lotnicze.
Na razie nie przesądzono, czy do tragedii doprowadziła awaria sprzętu, problem podczas otwierania czaszy, błąd podczas skoku czy kilka czynników jednocześnie.









