– Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego wtedy tak do tego doszło – w sądzie mówił 29-latek oskarżony o spowodowanie śmiertelnego wypadku na K92. Prokurator domaga się dla niego kary ponad 7 lat więzienia.
Do tragedii doszło w czerwcu 2024 r. na drodze K92 w Kluczewnicy. Według ustaleń śledztwa, 27-letni wówczas kierowca Volvo zjechał na lewy pas, gdzie doprowadził do zderzenia ze Skodą Fabią. Podróżujące Skodą małżeństwo zginęło na miejscu, kierowca Volvo w ciężkim stanie trafił do szpitala. Badanie wykazało, iż miał w organizmie ok. 2 promile alkoholu. Sąd go aresztował, ale po miesiącu areszt został uchylony. Kluczowym argumentem za podjęciem takiej decyzji była opinii chirurga z więziennego oddziału szpitalnego, który ocenił, iż mężczyzna nie może być tam dalej leczony. Stan zdrowia mężczyzny długo nie pozwalał na przesłuchanie go, dlatego pod koniec 2024 r. śledztwo zostało zawieszone. Pod koniec zeszłego roku kierowca Volvo stawił się w prokuraturze, a krótko potem do sądu trafił akt oskarżenia. Pierwsza rozprawa odbyła się w marcu.
-Do tej pory nie pamiętam tego zdarzenia, ani przed, ani po, ani w trakcie. Ucięło mi całkowicie pamięć – 29-letni dziś oskarżony w marcu mówił w sądzie. – Nie mogę sobie tego przypomnieć. Została tylko ciemność, cisza i niewiarygodny żal, który rozrywa mnie od środka – mówił 29-latek. Jak twierdził, nie pamięta niczego nie tylko z samego wypadku, ale też z dwóch dni go poprzedzających.
Na pierwszej rozprawie sąd przesłuchał świadków. Duga rozprawa odbyła się w minioną środę. Przesłuchano biegłego, który sporządził opinię w tej sprawie. Oszacował w niej prędkości, z jakimi mogły się poruszać samochody uczestniczące w zdarzeniu. Według niego Volvo jechało ok. 90 km/h, Skoda ok. 40 km/h. Biegły zaznaczył jednak, iż wartości te mogą być obarczone błędem. – W tej sprawie nie szło ustalić prędkości, nie było do tego konkretnych śladów, które by pozwoliły na precyzyjne ustalenie prędkości. Pokusiłem się o oszacowanie prędkości. Polegało to na tym, iż do programu wprowadziłem usytuowanie samochodów po zdarzeniu, usytuowanie w chwili zdarzenia i w oparciu o przeprowadzenie bardzo wielu prób ustaliłem mniej więcej prędkości – wyjaśniał biegły.
Nie miał jednak żadnych wątpliwości co do tego, iż to kierowca Volvo zjechał na przeciwległy pas i tam doprowadził do zderzenia ze Skodą. – Volvo musiał wyjechać przynajmniej poza środkową część pasa przeciwnego. Pojazdy kontaktowały się niemal całymi przednimi częściami – mówił biegły.
Po przesłuchaniu biegłego sąd wysłuchał mów końcowych. Prokurator nie ma żadnej wątpliwości co do winy oskarżonego. Podkreśla, iż będąc w stanie upojenia alkoholowego zjechał na przeciwległy pas ruchu i doprowadził do zderzenia. Prokurator wskazała też, iż oskarżony nie przyznał się do winy, bo nie pamięta przebiegu zdarzenia. – To przez cały czas zagadka, czy ta niepamięć spowodowana jest stanem upojenia alkoholem czy doznanymi obrażeniami – mówiła prokurator. Za spowodowanie wypadku, w którym zginęły dwie osoby domaga się kary 7 lat więzienia, dożywotniego zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych i 30 tys. zł nawiązki na rzecz syna ofiar wypadku. Dodatkowo, za jazdę po pijanemu wniosła o wymierzenie kary 6 miesięcy więzienia, orzeczenia dożywotniego zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych oraz 5 tys. zł na rzecz Funduszy Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Łącznie wniosła o karę 7 lat i 2 miesięcy oraz zasądzenie kosztów sądowych.
Obrońca oskarżonego zwracał uwagę, iż wielu kwestii nie udało się wyjaśnić. – Stan zdrowia mojego klienta po wypadku, jego nieprzytomność, potem przebudzenie się w zakładzie karnym w Bydgoszczy, wsteczna niepamięć powoduje, iż nie możemy ustalić co tak naprawdę stało się w tym tragicznym dniu – mówił mecenas. Podkreślał, iż dla jego klienta zdarzenie to niesie zakończenie życia, które prowadził dotychczas. – Był członkiem OSP, osobą, która ratowała ludzi, był kwalifikowanym ratownikiem, w wielu działaniach społecznych brał udział, a nagle tego typu wydarzenie, które od 2,5 roku niesie dla oskarżonego nie tylko bardzo ciężkie skutki w stanie jego zdrowia. 2,5 roku po zdarzeniu oskarżony nie potrafi samodzielnie chodzić, korzysta z kul, jego mowa jest zaburzona. To wszystko skutki tego zdarzenia – mówił obrońca. Tłumaczył też, dlaczego jego klient nie przyznał się do winy. – Faktycznie nie przyznał się do spowodowania tego zdarzenia. Odczytałem to w wypowiedzi pani prokurator jako pewnego rodzaju zarzut, ale jeszcze raz chcę podkreślić. Nie pamięta nie tylko chwili tego zdarzenia, ale dwóch dni przed wypadkiem. Trudno byłoby wymagać od takiej osoby, aby dla jakichś korzyści procesowych przyznała się do spowodowania tego zdarzenia w sytuacji kiedy nie jest w stanie odtworzyć przebiegu nie tylko wypadku, ale również wielu godzin przed zdarzeniem. Proszę nie traktować tego nieprzyznania się jako okoliczności obciążającej. Mamy tutaj do czynienia z kwestiami medycznymi. Ta niepamięć wsteczna mogła zaistnieć po tak ciężkich obrażeniach ciała. Przypominam, iż choćby posiedzenie w zakresie stosowania środka zapobiegawczego odbyło się bez udziału mojego klienta, bo wtedy był nieprzytomny. Wybudził się dopiero po kilku dniach – przypomniał mecenas. Wniósł, by kara dla jego klienta wymierzona została w dolnych granicach ustawowego zagrożenia. Dolna granica za spowodowanie śmiertelnego wypadku będąc pod wpływem alkoholu wynosi 5 lat więzienia. Górna – 20 lat.
– Nie wiem co mogę powiedzieć na swoje usprawiedliwienie – swoje wystąpienie rozpoczął sam oskarżony. – To jest ciężka sprawa zarówno dla mnie, jak i dla rodziny, która została pokrzywdzona. Tak jak ci państwo fizycznie stracili życie, tak nie mam określenia na ten moment, iż koś jest na tej ziemi, a również stracił swoje całe dotychczasowe życie. Byłem czynnym strażakiem, aktywnym, człowiekiem społecznym, zawsze chętnym do pomocy i uważam, iż po prostu stała się losowa tragedia, ja nie potrafię wytłumaczyć dlaczego wtedy tak do tego doszło i myślę o tym dzień przy dniu. Cały czas mnie to zadręcza, dlaczego osoba ułożona, taktowna, kulturalna, zawsze pomocna, uczestnicząca w wielu wydarzeniach zarówno sportowych jak i publicznych, byłem widywany z chęcią pomocy, nigdy nikomu nie odmówiłem pomocy, zawsze byłem, a to co się stało to według mnie przypadek i o ile mogę to poprosiłbym o najniższy wymiar kary z uwagi na to, iż borykam się z coraz większymi problemami zdrowotnymi. Jedno się robi, drugie się psuje. My z mamą nie jesteśmy w stanie zapłacić prywatnie za takie rzeczy, więc na wszystko musimy oczekiwać. Jestem pozapisywany do wielu lekarzy, zarówno ortopedów, kardiologów, neurologów, dermatologów, wszystkiego co zwykły 30-latek by do tego nie odniósł. Proszę Wysoki Sądzie o jak najniższy wymiar kary, ponieważ kiedy pani prokurator przedstawiła to 7 lat to jestem bardziej niż pewny, po rozmowach z lekarzami, iż w zakładzie zamkniętym, kiedy tam będę to dojdzie do tego, iż stanę się kaleką i pozostanę na wózku. choćby teraz po tej operacji wychodzą nowe wiadomości. Bez rehabilitacji, której sam nie dam rady zrobić, czuję całkowite pogorszenie się stanu zdrowia – mówił 29-latek. Zapowiedział też, iż nie przestanie pomagać innym. – Wiadomo, takiej krzywdy nie da się bezpośrednio zadośćuczynić, ale chciałbym spróbować dalej działać i ratować ludzi – mówił.
Wyrok zostanie ogłoszony 9 listopada.
fot. OSP Słupca














