Życie sąsiadów 70-letniego Jerzego zamieniło się w koszmar. Mężczyzna z Ksawerowa (woj. łódzkie) postanowił gromadzić śmieci nie tylko w domu, ale i na dachu garażu, posesji i przed swoją działką. Co więcej, dokupił kampera i busy, które również wypełnił odpadami. - To nie jest tylko złom - opowiadają mieszkańcy. W okolicy unosi się fetor i roi się od szczurów. Materiał "Interwencji".
To nie fotomontaż. Śmieci 70-latka widać na zdjęciach satelitarnych

Ksawerów to niewielka gmina między Łodzią a Pabianicami. Jej mieszkańcy mają problem z 70-letnim Jerzym W. Mężczyzna od lat zbiera śmieci i przywozi je do domu.
- To nie jest tylko złom: są dywany, plastik, telewizory, ubrania. Śmieci są też zakopane, bo zakopywał bardzo dużo plastiku. Składuje też butle turystyczne, które zaczęły wybuchać. Jak te butle fruwały, to jedna o mało nie uderzyła sąsiadki - opowiadają "Interwencji" mieszkańcy.
Śmieci 70-latka. Kryzys sąsiadów w Ksawerowie
Odpady zalegają nie tylko wewnątrz budynku, ale też w ogrodzie i na dachu garaży. Nie mieszczą się już na posesji. Mężczyzna trzyma je również luzem na ulicy. Kupił kampera i dwa busy, w których tak samo zalegają liczne odpady.
Pani Wioletta sąsiaduje z Jerzym W. przez płot i podkreśla, iż żadne rozmowy nie mają sensu. - Posadziłam tuje wzdłuż mojego płotu, żeby tego nie widzieć. To jest człowiek, z którym nie da się rozmawiać, wie wszystko najlepiej - mówi.
Część śmieci utrudnia poruszanie się przechodniom. Dlaczego gmina ich nie posprząta?
ZOBACZ: Prawo działa wstecz? Urzędnicy radykalnie podnieśli opłaty rolnikom
- Wychodzimy z założenia, iż nie możemy podjechać i zabrać komuś rzeczy. Jakbyśmy te śmieci posprzątali, ten mieszkaniec przywiózłby zaraz kolejne. I tak je zresztą przywozi - przyznaje Konrad Szumigaj, zastępca wójta Ksawerowa.
- o ile śmieci zalegają na drodze publicznej, to gmina ma obowiązek zachować te miejsca w czystości, czyli to uprzątnąć. Tłumaczenie gminy, iż nie ma sensu tego sprzątać, jest niezasadne, bo to obowiązek gminy - komentuje prawnik Anna Wichlińska.
Gmina postawiła przed domem znak zakazu. Skuteczny?
Gmina postawiła przed domem mężczyzny znak zakazu zatrzymywania się i postoju. Ale nie dotyczy on mieszkańców, więc Jerzy W. może tam swobodnie parkować tyle samochodów ze śmieciami, ile chce.
O pomoc poprosił "Interwencję" bratanek mężczyzny. Mieszka z małym dzieckiem w tym samym budynku.
- Wszystko jest zawalone, a ja muszę z dzieckiem przechodzić przez te rzeczy. Męczymy się z nim cały czas, przywozi i zwala śmieci. Na klatce schodowej jest zawalone. Są szczury, muchy, latem wszystko śmierdzi - alarmuje pan Eryk.
ZOBACZ: Dramat Polki z trojgiem dzieci. Została osadzona wśród kryminalistek
- Śmieci oparte o płot, butla z gazem, elektronika, szczury biegające po ulicy… Sam je widziałem. Myślałem na początku, iż to jamniki. Ładne, tłuste - mówi jeden z sąsiadów.
Zauważyliśmy, iż Jerzy W. zostawił na ulicy otwarty samochód i to z kluczykami w stacyjce. Wezwani policjanci zabezpieczyli pojazd i zabrali kluczyki. Mężczyzna drzwi im nie otworzył. Kontroli z urzędów również nie wpuszcza. Z nami także nie chciał rozmawiać.
Ksawerów. Śmieci przeszkadzają mieszkańcom. Urzędnicy się tłumaczą
Sąsiedzi mężczyzny pokazują inną posesję, oddaloną o sto metrów od domu Jerzego W. Jeszcze kilka tygodni temu należała do niego. Również była pełna śmieci. Starostwo zlicytowało niezabudowaną nieruchomość za długi, a nowy właściciel porządkuje teren.
- W sytuacji, kiedy istnieje zagrożenie sanitarne, insektami, pożarowe sprawą powinna zająć się opieka społeczna. Jest dużo instrumentów, których mogłaby użyć. Wystąpić z wnioskiem o przymusowe leczenie lub umieścić w domu opieki społecznej, aby pomóc, bo to jest choroba, uzależnienie. Pomogłoby to również okolicznym mieszkańcom - zauważa prawnik Anna Wichlińska.
Mieszkańcy ulicy Krótkiej pokazują pisma, w których już kilka lat temu prosili o pomoc straż pożarną, sanepid oraz gminę. Urzędnicy widzą problem, ale instytucje przekazują zawiadomienia między sobą.
- W 2024 roku wpłynął do nas wniosek, który obejmował zagrożenie dla otoczenia. Przekazaliśmy go do wójta gminy i straży pożarnej. Myślę, iż podejmiemy działania kontrolne, żeby sprawdzić, czy nie doszło do pogorszenia się stanu sanitarnego tej nieruchomości pod kontem epidemiologiczności - informuje Piotr Szczepaniak z sanepidu w Pabianicach.
ZOBACZ: Runął balkon mieszkania. Nikt nie odpowie za śmierć lokatorki
- Nasze możliwości w tej kwestii są ograniczone. Podczas czynności właściciel oddalił się, odmówił podpisania protokołu, została wydana decyzja o usunięciu odpadów. Właściciel jej jednak nie odebrał, nie odniósł się i nie wykonał zaleceń - tłumaczy Michał Kuśmirowski z Państwowej Straży Pożarnej w Pabianicach.
Prawnik: Sprawa jest do rozwiązania
- Ta sprawa nie jest patowa, tylko do rozwiązania. Odnoszę wrażenie, iż trwa przerzucanie się odpowiedzialnością miedzy urzędnikami, jest spychologia - komentuje prawnik Anna Wichlińska.
- Sprawą zajmowała się prokuratura w Pabianicach, ale ze względu na szczególne okoliczności, ręce prokuratury były związane. Ten mężczyzna jest niepoczytalny, nie rozumie swojego czynu - słyszymy od Pawła Jasiaka z Prokuratury Okręgowej w Łodzi.
Jest nadzieja, iż koszmar mieszkańców Ksawerowa niebawem się skończy. Po naszej interwencji, mimo wcześniejszego umorzenia postępowania, prokuratura zapowiada działania. Śledczy zajmą się nie tylko stwarzającymi zagrożenie odpadami. Sprawdzą też, czy Jerzy W. powinien posiadać prawo jazdy, skoro ma ograniczoną poczytalność.
- To, iż to postepowanie zostało umorzone, nie oznacza, iż prokuratura nie podejmie działań, o ile zostanie stwierdzone zagrożenie dla sąsiadów. Kiedy badaliśmy tę sprawę, toczyła się w sprawie zagrożenia dla środowiska. Stwierdzono, iż takowe jest. Prokuratura planuje podjąć działania, by pomóc tym ludziom - zapowiada prokurator Paweł Jasiak.
Sprawdź pełny materiał "Interwencji".
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni














