Tak polscy kierowcy unikają punktów karnych. Znaleźli "furtkę". Policjant studzi entuzjazm

g.pl 1 tydzień temu
Coraz więcej kierowców wierzy, iż znalazło sprytny sposób na uniknięcie przekroczenia limitu punktów karnych. Wystarczy nie przyjąć mandatu, poczekać na skierowanie sprawy do sądu i jeździć dalej. Brzmi jak sprytne rozwiązanie, jednak w praktyce może gwałtownie obrócić się przeciwko kierowcy.
Coraz więcej kierowców zbliżających się do granicy 24 punktów karnych szuka sposobu na odsunięcie w czasie utraty prawa jazdy. Jednym z nich ma być odmowa przyjęcia mandatu podczas kontroli drogowej. Sprawa trafia wtedy do sądu, a punkty nie są od razu widoczne w ewidencji. Wielu traktuje to jako szansę na "złapanie oddechu" i uporządkowanie konta.


REKLAMA


Zobacz wideo Nowojorska policja ma budżet większy niż wiele armii


Punkty karne "w zawieszeniu". Mechanizm jest prosty, ale czy na pewno skuteczny?
Coraz więcej kierowców będących blisko przekroczenia limitu 24 punktów karnych decyduje się na odmowę przyjęcia mandatu podczas kontroli drogowej. Sprawa trafia wtedy do sądu, a punkty nie są od razu wpisywane do ewidencji - pojawiają się dopiero po prawomocnym wyroku. Do tego momentu formalnie nie istnieją. Jak opisuje Bezprawnik.pl, wiele osób liczy na długie postępowania i przeciążone sądy. Co na tym zyskują? W tym okresie część wcześniejszych punktów karnych może wygasnąć, bo przepisy przewidują ich usunięcie z systemu po 12 miesiącach od opłacenia mandatu. Kierowcy mogą też w międzyczasie skorzystać z kursu redukującego ich liczbę o sześć. W teorii ten plan wygląda sensownie. W praktyce bywa jednak zupełnie inaczej.


Jak uniknąć utraty prawa jazdy? Policjant drogówki ostrzega
Wieloletni funkcjonariusz drogówki nie ma wątpliwości: ten mechanizm działa dobrze jedynie w teorii. jeżeli kierowca ma 15 punktów karnych i popełnia wykroczenie za kolejne 10, to - jak podkreśla - w zawieszeniu są nie tylko nowe punkty, ale wszystkie. Łącznie 25. I co ważne: w tym czasie nie można ich ani redukować, ani liczyć na ich przedawnienie. Moment prawomocnego wyroku jest kluczowy. Wtedy punkty zostają "odblokowane" jednocześnie. Efekt? Natychmiastowe przekroczenie limitu i obowiązkowy egzamin. Jedyna realna korzyść to odsunięcie tego w czasie.
W chwili, kiedy wyrok stanie się prawomocny, informacja z sądu trafia do komendy policji i punkty są odblokowane, co natychmiast kończy się przekroczeniem dozwolonej liczby punktów i niestety, ale egzaminem
- wyjaśnia dziennikarzom portalu forsal.pl funkcjonariusz policji.
Jedyna korzyść to odsunięcie w czasie egzaminu. Spotykałem się z tego typu cwaniactwem, podkręconym takimi wiadomościami doradczymi. I jakie było później zdziwienie tych kierowców, jak się okazywało, iż jednak to nie zadziałało
- dodaje. Były policjant zwraca też uwagę na koszty. Gdy sprawa trafia do sądu, mandat znika - zostaje grzywna. Do tego dochodzą koszty postępowania, a czasem także opinie biegłych. Rachunek potrafi urosnąć do kilku tysięcy złotych. Co więcej, w mniejszych miejscowościach takie sprawy często kończą się szybko. Proste wykroczenia, jak przekroczenie dozwolonej prędkości czy telefon w ręku w trakcie jazdy samochodem, nie ciągną się latami. Efekt "przeczekania" bywa więc złudny.


W miastach powiatowych, w którym mieszkam i pełniłem służbę, to maksymalnie kilka miesięcy. W skomplikowanych sprawach z udziałem biegłych sądowych i koniecznością wykonania dodatkowych czynności może się to wydłużyć. Zwykłe jednak wykroczenia, jakimi najczęściej są przekroczenie dozwolonej prędkości jazdy czy korzystanie z telefonu podczas jazdy, to idzie błyskawicznie, bo to banalnie proste sprawy
- mówi.
Źródło: Forsal.pl, Bezprawnik.pl, Auto Świat


Dziękujemy, iż przeczytałaś/eś nasz artykuł.


Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Idź do oryginalnego materiału