Są pierwsze ustalenia po katastrofie lotniczej. Zginęło pięć osób

zycie.news 58 minut temu

Wstępne dane wskazują, iż już po zetknięciu maszyny z pasem piloci mogli rozważać ponowne poderwanie jej w powietrze. Manewr został jednak przerwany, a samolot wypadł poza teren lotniska i uderzył w dwa pojazdy. Zginęło pięć osób.

Katastrofa samolotu transportowego w Miami

Do wypadku doszło w niedzielę, 6 września, na terenie portu lotniczego Miami International Airport na Florydzie. Boeing 767 przewożący ładunek dla Amazon Prime Air wracał z San Juan w Portoryko.

Maszyna była obsługiwana przez amerykańską linię transportową 21 Air. Podczas lądowania samolot nie zdołał wyhamować na pasie, przebił ogrodzenie lotniska i zatrzymał się około 396 metrów za jego końcem.

Po drodze Boeing uderzył w dwa pojazdy. Jednym z nich był van przewożący pracowników firmy sprzątającej, drugim samochód osobowy znajdujący się na drodze poza ogrodzeniem lotniska. W wyniku katastrofy zginęło pięć osób, a kolejnych pięć zostało rannych.

Dwaj piloci znajdujący się w kokpicie przeżyli wypadek. Po udzieleniu pomocy medycznej zostali wypisani ze szpitala. Mają zostać szczegółowo przesłuchani przez amerykańskich śledczych.

Samolot dotknął pasa ze zbyt dużą prędkością

Badaniem przyczyn katastrofy zajmuje się amerykańska Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu, czyli NTSB. Na miejsce skierowano zespół składający się z 32 ekspertów.

Śledczy odzyskali rejestrator parametrów lotu oraz rejestrator rozmów w kokpicie. Pierwsze urządzenie zawierało około 55 godzin danych, natomiast na nagraniu głosowym zabezpieczono ponad dwie godziny dobrej jakości materiału.

Wstępna analiza rejestratora parametrów wskazuje, iż Boeing dotknął pasa z prędkością około 158 węzłów, czyli blisko 293 km/h. Maszyna nie rozpoczęła jednak standardowego procesu skutecznego hamowania.

Jak podaje Reuters, dane mogą sugerować, iż piloci rozważali odejście na drugi krąg już po zetknięciu samolotu z nawierzchnią.

Piloci mogli próbować ponownie poderwać maszynę

Po lądowaniu koła samolotu zaczęły hamować. Chwilę później hamulce zostały jednak zwolnione, a załoga zwiększyła ciąg silników. Takie działanie może wskazywać na rozpoczęcie próby przerwania lądowania i ponownego poderwania maszyny.

Manewr nie został doprowadzony do końca. Piloci ponownie zmniejszyli ciąg silników, a następnie zaczęli hamować. W tym momencie samolot znajdował się już coraz bliżej końca pasa.

NTSB podkreśla, iż są to dopiero wstępne ustalenia. Pełna rekonstrukcja działań załogi będzie możliwa po zestawieniu danych z obu rejestratorów, zapisów kontroli ruchu lotniczego, informacji meteorologicznych i relacji pilotów.

Śledczy nie przesądzają obecnie, dlaczego załoga mogła rozpocząć, a następnie przerwać próbę odejścia na drugi krąg. Nie wiadomo również, czy obaj piloci jednakowo oceniali sytuację.

Nie uruchomiono dwóch ważnych systemów

Jedną z najważniejszych informacji ujawnionych przez śledczych jest brak użycia hamulców aerodynamicznych i odwracaczy ciągu. Oba systemy pomagają samolotowi gwałtownie zmniejszyć prędkość po zetknięciu z pasem.

Hamulce aerodynamiczne, nazywane także spojlerami, wysuwają się na powierzchni skrzydeł. Zmniejszają siłę nośną i zwiększają nacisk kół na nawierzchnię, dzięki czemu hamulce podwozia mogą działać skuteczniej.

Odwracacze ciągu kierują natomiast część strumienia powietrza z silników w przeciwną stronę. Są dodatkowym sposobem wytracania prędkości, zwłaszcza podczas lądowania ciężkiej maszyny.

Wstępne dane wskazują, iż żaden z tych systemów nie został użyty. Nie oznacza to jeszcze, iż były niesprawne. Śledczy muszą ustalić, czy załoga świadomie ich nie uruchomiła, czy też na przebieg zdarzenia wpłynął problem techniczny.

NTSB sprawdza pogodę i decyzje załogi

W chwili wypadku w pobliżu lotniska znajdowała się strefa niebezpiecznej pogody. Pod uwagę brana jest między innymi prędkość i kierunek wiatru, stan pasa oraz możliwość występowania tylnego wiatru, który może wydłużyć drogę potrzebną do zatrzymania samolotu.

Badane będą również parametry podejścia, miejsce pierwszego kontaktu z pasem oraz reakcje pilotów w ostatnich sekundach przed wypadnięciem maszyny poza utwardzoną nawierzchnię.

Boeing 767 miał około 32 lat. W dniu katastrofy wykonywał trzeci lot. Wcześniej przeleciał z Cincinnati do Miami, a następnie z Miami do San Juan. Z Portoryko wracał ponownie na Florydę.

Śledczy sprawdzą historię obsługi technicznej samolotu, stan jego układów oraz doświadczenie załogi. Według wstępnych informacji obaj piloci mieli tysiące godzin nalotu, ale stosunkowo niedawno uzyskali uprawnienia do wykonywania lotów na Boeingu 767.

Na ostateczne wyjaśnienie trzeba będzie poczekać

Po katastrofie część pasów na lotnisku w Miami została zamknięta, co spowodowało utrudnienia w ruchu lotniczym. Jeden z wyłączonych pasów został już ponownie otwarty.

Amazon i operator samolotu zadeklarowali współpracę z prowadzącymi dochodzenie. Przedstawiciele obu firm przekazali również kondolencje rodzinom ofiar.

NTSB zapowiada dalszą analizę szczątków samolotu, rejestratorów i nagrań z miejsca zdarzenia. Wstępny raport może zostać opublikowany w ciągu kilku tygodni, ale przygotowanie końcowego dokumentu wskazującego przyczyny katastrofy prawdopodobnie potrwa rok lub dłużej.

Na obecnym etapie nie można więc jednoznacznie stwierdzić, czy do tragedii doprowadził błąd załogi, awaria, warunki atmosferyczne czy połączenie kilku czynników. Ujawnione dane pokazują jedynie, iż ostatnie sekundy lądowania miały bardzo nietypowy i dramatyczny przebieg.

Idź do oryginalnego materiału