- Niech pierwszy rzuci kamieniem. Jest wiele osób o gorszych kartach karnych - mówiła Łukasza Żaka Izabela Ławińska po wygłoszonym w czwartek wyroku sądu ws. śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. Według niej jej klient został "wybitnie postawiony na świeczniku", sąd kieruje się emocjami społecznymi, a nie oceną dowodów.
"Niech pierwszy rzuci kamieniem". Adwokatka Żaka zapowiada apelację

- Proszę państwa, ocenialiście, oceniacie i oceniać będziecie tę sprawę według własnego uznania - mówiła dziennikarzom adwokatka Łukasza Żaka Izabela Ławińska po wygłoszonym w czwartek wyroku sądu. Stwierdziła, iż jej zdanie na temat skazanego "delikatnie" różni się od opinii większości.
Sąd orzekł wobec Żaka 20 lat więzienia, dożywotni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych oraz 10 tys. zł świadczenia na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej. Dodatkowo nakazał wypłatę zadośćuczynień dla poszkodowanych - po 300 tys. zł dla żony i dzieci (łącznie 900 tys. zł) oraz 150 tys. zł dla współpasażerki.
Łukasz Żak usłyszał wyrok. Adwokatka: Został wybitnie postawiony na świeczniku
Mec. Ławińska zapowiedziała, iż będzie składała apelację od wyroku skazującego jej klienta. Podkreśliła, iż w jej ocenie wymierzona kara jest zbyt surowa, choć poinformowała, iż Żak przyjął go z pokorą. Według niej klient sam zgłosił się na policję, co jest okolicznością łagodzącą.
- Akurat ten człowiek wybitnie wybitnie postawiony na świeczniku. prawdopodobnie znacie państwo przypadki popełnienia innych, znacznie gorszych przestępstw i nie widziałam, by takie komentarze, czy sugestie w sprawie wyroku się pojawiały. Uważam, iż mój klient został wytypowany - skomentowała surowość wyroku.
ZOBACZ: Wyrok w procesie Łukasza Żaka. Kara dla sprawcy wypadku na Trasie Łazienkowskiej
- Niech pierwszy rzuci kamieniem. Jest wiele osób o gorszych kartach karnych - dodała adwokatka Ławińska, gdy dziennikarze spytali o brak resocjalizacji u Żaka.
WIDEO: "Mój klient został wytypowany". Adwokatka Żaka jasno po wyroku

W czasie mowy końcowej na poniedziałkowej rozprawie odkreśliła, iż nikt nie kwestionuje rozmiaru tragedii ani cierpienia bliskich ofiary, jednak sąd kieruje się emocjami społecznymi, a nie oceną dowodów.
- Są sprawy, w których największą trudnością staje się konieczność oddzielenia prawa od emocji. Ta sprawa należy właśnie do takich. Sąd nie jest portalem internetowym, nie jest studiem telewizyjnym i nie jest miejscem realizacji społecznego gniewu. Sąd jest miejscem, w którym obowiązuje wyłącznie prawo - mówiła.
Zapadł wyrok ws. śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej
Do tragicznego wypadku doszło 15 września 2024 r. na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. W wyniku zderzenia Volkswagena i Forda zginął 37-letni pasażer drugiego auta. Do szpitala trafiły trzy osoby z tego samochodu: Kierująca nim 37-letnia żona zmarłego mężczyzny i ich dzieci w wieku czterech i ośmiu lat. Do szpitala trafiła także Paulina K., która podróżowała Volkswagenem.
Po wypadku na miejsce zdarzenia dojechali znajomi Łukasza Żaka (jest zgoda na podanie nazwiska - red.), którzy pomogli mu uciec. Został jednak zatrzymany w Lubece w Niemczech na podstawie europejskiego nakazu aresztowania.
Według opinii biegłych Łukasz Żak w chwili wypadku był pod wpływem alkoholu i trzymał w ręku telefon komórkowy, którym nagrywał swoją brawurową jazdę. Miał pędzić z prędkością 226 km/h. Na Trasie Łazienkowskiej obowiązuje ograniczenie prędkości do 80 km/h.
ZOBACZ: Śmiertelny wypadek pod Koszalinem. Nie żyje sześcioletnie dziecko
Proces rozpoczął się w czerwcu 2025 roku w Sądzie Rejonowym Warszawa-Śródmieście.
Współoskarżeni znajomi Żaka zostali w czwartek, poza Kacprem D. - jego sprawa została wyłączona do odrębnego procesu - skazani między innymi za nieudzielenie pomocy oraz pomoc w ucieczce po wypadku. Otrzymali wyroki od dwóch do pięciu lat więzienia. Muszą też zapłacić zadośćuczynienie rodzinie ofiary wypadku.
Żak przyznał się do doprowadzenia do wypadku. - Nigdy w życiu nie chciałem, żeby doszło do takiej tragedii. Jeszcze raz bardzo przepraszam - mówił.
Adwokatka przekonywała, iż powinien odpowiadać za czyn nieumyślny. - Przyznał, iż popełnił błąd. Tragiczny i niewybaczalny, ale przez cały czas błąd, a nie zbrodniczy plan - mówiła.















