Śledczy z Sosnowca wciąż próbują rozwikłać sprawę tragicznej śmierci posła Łukasza Litewki. Wiadomo już, iż prokuratura m.in. zabezpeczyła nagrania z monitoringu i telefony komórkowe polityka, jak również podejrzanego o spowodowanie wypadku 57-letniego kierowcy Mitschibishi Colt. O szczegóły śledztwa zapytaliśmy rzecznika sosnowieckiej prokuratury.
– Wszystko mamy w toku i żadnych konkluzji co do naszych inicjatyw wcześniej sygnalizowanych jeszcze nie ma. Sąd Okręgowy w Sosnowcu wciąż nie wyznaczył terminu posiedzenia ws. zażalenia na areszt warunkowy dla podejrzanego mężczyzny. Biegli również nie sfinalizowali czynności opiniodawczych, czy to w zakresie telefonów komórkowych uczestników zdarzenia, czy też w zakresie badania kwestii związanych bezpośrednio z wypadkiem. Czekamy także na toksykologię obu mężczyzn – mówi naTemat.pl prokurator Bartosz Kilian, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu.
I dodaje: To musi niestety odbywać się swoim rytmem. Myślę, iż pierwsze konkluzje i wnioski pojawią się bliżej końca tego tygodnia. Tak nam przynajmniej sygnalizowano.
Wypadek Łukasza Litewki. Prokuratura o postępach w śledztwie
Śledczy w rozmowie z nami potwierdza też, iż prokuratura ma zabezpieczony monitoring, który "pochodzi zarówno ze szlaku przemieszczania się pokrzywdzonego, jak i z drogi przejazdu podejrzanego". – Nagrania udało się zabezpieczyć z kilku lokalizacji. Będziemy je zestawiać z danymi teleinformatycznymi, czyli informacjami pochodzącymi z nadajników BTS (to najważniejszy element sieci komórkowej, który umożliwia bezprzewodową komunikację między telefonem a siecią operatora – red.) – wyjaśnia prokurator Kilian.
– Będziemy te dane zestawiać z tym, co uda nam się ustalić w oparciu o analizę zawartości telefonu komórkowego pokrzywdzonego i podejrzanego. Myślę, iż w ten sposób precyzyjnie określimy sam moment zdarzenia, ale też przypuszczalnie tempo przemieszczania się uczestników wypadku – wskazuje śledczy.
Na te wszystkie analizy potrzebny jest jednak czas, ponieważ tylko zabezpieczone telefony zawierają po kilkadziesiąt gigabajtów danych. – Oczywiście nie wszystkie te dane mają związek z postępowaniem, ale też dochodzą czynności związane z przełamaniem zabezpieczenia w przypadku jednego z urządzeń, które pochodzi od osoby zmarłej. Sami musimy uzyskać dostęp do jego wnętrza, ponieważ nikt nam haseł nie poda, dodatkowo przy zachowaniu wszystkich środków bezpieczeństwa, które zapobiegają utracie jakichkolwiek danych. Chcemy możliwie najbardziej wnikliwie do tego podejść, a to determinuje też dłuższy czas analizy – mówi nam prokurator.
Śmierć posła Litewki. Prokuratura reaguje na rzekome screeny z monitoringu
W sieci krążą też zrzuty ekranów z rzekomego monitoringu w dniu wypadku posła Łukasza Litewki. Jeden ze screenów udostępniono na facebookowej grupie. Na fotografii widnieje data: 23.04.2026 godz. 13:11. "Jest zdjęcie z monitoringu ze skrzyżowania ul. Kazimierzowskiej i Oddziału AK, ok. 1 km od miejsca potrącenia. Widać, iż Łukasz i Colt, który go potrącił, jadą w tę samą stronę. Po co kierowca Colta miałby zawracać za kilometr? Nic tu się nie klei" – czytamy w treści posta, który jest szerowko udostępniany przez internautów.
Co na to prokuratura w Sosnowcu?
– Po pierwsze, miejski monitoring nie obejmuje punktu, w którym doszło do zdarzenia. o ile natomiast pojawiają się jakiekolwiek screeny czy inne materiały, które by obrazowały miejsce zdarzenia i jego uczestników, to myślę, iż tutaj jest duże ryzyko fotomontażu – komentuje w rozmowie z naTemat.pl prokurator Bartosz Kilian.
Ale przede wszystkim z jego ust pada jedno zdanie, które dobitnie obala prawdziwość tego kadru. – Nie bazowałbym na tym materiale. Jest on ewidentnie sprzeczny z naszymi ustaleniami co do kierunku, z jakiego w ulicę Kazimierzowską wjeżdżał poseł Łukasz Litewka. Ponadto zdjęcie obejmuje rowerzystę w kasku, którego pokrzywdzony nie miał. To tylko niektóre z zastrzezeń, jakie mógłbym podnieść w kontekście oceny wiarygodności rzeczonego ujęcia. Brak zatem podstaw do uznania, iż ta fotografia odpowiada towarzyszącemu jej opisowi – słyszymy.
Śledczy w rozmowie z nami dodaje, na wspomnianej grupie ktoś napisał nawet, iż to Iwona Wieczorek była sprawcą wypadku z udziałem posła, więc śledczy apelują o rozwagę w podejściu do publikowanych materiałów w sieci.
Obecnie śledczy analizują zabezpieczone nagrania z monitoringu i zestawiają je z danymi telekomunikacyjnymi dotyczącymi aktywności urządzeń posła Litewki i 57-letniego kierowcy. Wciąż nie ma też bezpośrednich świadków tragedii z 23 kwietnia na ul. Kazimierzowskiej.
Przesłuchiwane są za to osoby, które pojawiły się na miejscu niedługo przed i tuż po wypadku. – Zgłaszają się także osoby, które prezentują nam swoje spojrzenie na sprawę. Niekoniecznie jednak są to osoby posiadające wiedzę źródłową, a bardziej powtarzają teorie gdzieś już zasłyszane – mówi prokurator Bartosz Kilian.
Śledczy nie mają jednak innego wyjścia i sprawdzają każdy trop, który mógłby przyczynić się w ustaleniu okoliczności wypadku. – Oczywiście reagujemy też na wszystkie doniesienia medialne, których jest bardzo dużo. o ile którakolwiek z teorii wydaje się choć w najmniejszym stopniu prawdopodobna, realizujemy czynności, które mają na celu wykluczenie tych wątpliwości – zaznacza rzecznik sosnowieckiej prokuratury.
Śledczy badający sprawę śmierci Łukasza Litewki mogą przeprowadzić eksperyment procesowy
Przypomnijmy, iż 57-letni kierowca samochodu, który spowodował wypadek i doprowadził do śmierci posła Litewki, trafił najpierw do aresztu, ale wyszedł na wolność po wpłaceniu poręczenia majątkowego i otrzymał ochronę policji.
Z ustaleń śledczych wynika również, iż kierowca samochodu wyszedł z pracy zgodnie z planem, czyli po zakończeniu zmiany o godz. 13:00. – Był już po pracy, zakończył ją, nie było w tym przypadku żadnego nietypowego zdarzenia. Mężczyzna nie uciekł z pracy ani nie wyszedł z niej wcześniej. Pracował pełny wymiar godzin – tłumaczy w rozmowie z naTemat.pl rzecznik prokuratury.
I dodaje, iż zgłoszenie o wypadku wpłynęło do służb o godz. 13:17. Połączenie wykonano z telefonu podejrzanego. Dzwonił świadek, który pojawił się na miejscu tuż po wypadku, ponieważ kierujący samochodem 57-latek nie był w stanie "efektywnie" z niego korzystać.
Śledczy, którzy badają sprawę śmierci posła Łukasza Litewki, nie wykluczają też przeprowadzenia eksperymentu procesowego. – Taka ewentualność jest rozważana, nie zamykamy się na tę inicjatywę dowodową. Przede wszystkim mamy jednak inny materiał dowodowy, który być może rozwieje nasze wątpliwości i nie będzie konieczności wykonywania eksperymentu. Niemniej mamy to w polu widzenia – zaznacza prokurator Kilian.
Symulacja polegałaby na odtworzeniu trasy podejrzanego kierowcy od miejsca, z którego wyruszył, do punktu, w którym doszło do śmiertelnego potrącenia posła Łukasza Litewki.













