Młodzież na hulajnogach i crossach, odpowiedzialność rodziców. Zastanówcie się, czy warto [KOMENTARZ]

portalplock.pl 1 godzina temu

W ostatnich latach jest prawdziwy wysyp sprzętów nazywanych prawnie "elektrycznym środkiem transportu drogowego". Dziś podstawową wersję hulajnogi elektrycznej można kupić już za kilkaset złotych, dobrej jakości sprzęt, który nie ma problemu z pokonaniem największych wzniesień w Płocku, to koszt ok. 2000-2500 złotych. To nie są już powalające pieniądze i prawdopodobnie stąd wysyp młodzieży na hulajnogach. Ba, jak ktoś nie ma własnej hulajnogi, to może ją za niewielkie pieniądze wypożyczyć. Elektryczne hulajnogi to dziś powszechny środek transportu.

Chciałbym jednak zauważyć, iż korzystanie z każdego środka transportu wiąże się z odpowiedzialnością. Nie bez powodu pozwalamy na uzyskanie prawa jazdy na auta osobowe dopiero osobom w wieku 17 lat, a młodzi kierowcy i tak są objęci bardziej restrykcyjnymi sankcjami. Być może część osób tego nie wie, ale przez 2 lata od zdania egzaminu młody kierowca może jechać maksymalnie 80 km/h poza terenem zabudowanym, 100 km/h na autostradzie i ma tylko 20 punktów karnych. Jest tak nie bez powodu - statystyki wskazują, iż młodzi kierowcy powodują więcej wypadków na drogach. Co więcej, prawo jazdy kategorii A, pozwalające jeździć każdym motorem, można wyrobić dopiero w wieku 24 lat lub 20 lat, jeżeli wcześniej przez 2 lata miało się prawo jazdy kategorii A2.

W tym przypadku raczej nikt nie ma obiekcji. Samochody i motocykle są z nami od dawna. Hulajnogi eletkryczne i inne, mocniejsze urządzenia, są z nami od niedawna. Państwo próbuje nadążać, wprowadza przepisy nakazujące młodym ludziom zakładać kaski (słusznie) czy zakazuje jazdy po drogach publicznych osobom młodszym niż 13 lat. To są jednak często martwe przepisy, bo na każdym skrzyżowaniu nie może stać policjant i pilnować tego kto ma ile lat. Miną lata zanim policja dostanie do rąk adekwatne narzędzia, np. hamownice, które pozwolą czarno na białym udowodnić czy ta hulajnoga nie łamie przepisów.

Nic nie zastąpi wyobraźni rodziców.

O ile rozumiem, iż można dziecku kupić hulajnogę, o tyle uważam, iż powinno się to robić odpowiedzialnie. Co mam na myśli? Nie kupować pierwszego lepszego sprzętu, który wskaże nastolatek. Nie pozwolić zdjąć ogranicznika prędkości - konia z rzędem temu, kto widział użytkownika hulajnogi elektrycznej jadącego z przepisową prędkością maksymalną, czyli 20 km/h. Dodajmy, iż na chodnikach użytkownik hulajnogi ma obowiązek dostosować prędkość do pieszego, czyli jechać ok. 5 km/h. Wymagać nałożenia kasku. Zabraniać przewozić innych osób czy jeździć na jednym kole. Edukować o tym, iż na chodnikach nie są sami, a iż na ulicę nie powinni wyjeżdżać w ogóle. W Płocku tego jeszcze na szczęście nie mieliśmy, ale furorę w sieci robią filmiki z Warszawy czy Rzeszowa, na których widać prawdziwe zjazdy młodzieży na hulajnogach i innych sprzętach. Mieliśmy w Płocku za to przypadki wyzywania pieszych, którzy śmieli zwrócić uwagę. Internauci pisali wręcz o terroryzowaniu pieszych.

Hulajnoga elektryczna to nie jest zabawka, wjechanie w pieszego z prędkością 20-30 km/h może skończyć się tragicznie. Zaledwie kilka dni temu 14-latek potrącił 7-latkę hulajnogą elektryczną. Dziewczynka w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Takich przypadków jest znaczenie więcej. Na szpitalne oddziały ratunkowe co roku trafia coraz więcej ofiar wypadków

O ile kupowanie hulajnóg elektrycznych rozumiem, tak kupowania crossów 15-latkom do jeżdżenia po chodnikach nie rozumiem kompletnie. Gdzie sięga wyobraźnia rodziców, którzy kupują dziecku urządzenie o mocy motocykla, by jeździł po chodnikach i ścieżkach rowerowych? Nie kupuję przy tych tłumaczeń, iż młodzi ludzie szukają wrażeń. Okej, niech ich szukają, ale przy tym jest coś takiego jak porządek prawny i bezpieczeństwo innych osób.

Policja też przestaje być pobłażliwa. Co jakiś czas prowadzone są działania, a iż ujawnienie wykroczeń w tym przypadku nie jest żadnym problemem, to co jakiś czas są informacje o kilkudziesięciu wykroczeniach. Sęk w tym, iż zgodnie z polskim prawem nie można karać osób nieletnich. Do odpowiedzialności pociągani są więc rodzice - najpierw są wzywani na miejsce, a potem albo są karani mandatem albo sprawa trafia do sądu rodzinnego. W grę wchodzą czterocyfrowe sumy. Warto sobie jeszcze zadać pytanie: co w przypadku wypadku, uszkodzenia auta lub innego pojazdu, a co gorsza spowodowania obrażeń u innych osób?

Rodzice, zastanówcie się zatem, czy to potrzebne. Nie chodzi o zabieranie nastolatkom wolności, bo oni jej potrzebują, ale o odpowiedzialność.

Idź do oryginalnego materiału