Drugi kierowca autokaru zabrał głos po wypadku na Węgrzech. Odpiera medialne spekulacje

zycie.news 1 godzina temu

Mówiono między innymi o problemach zdrowotnych kierowcy, pęknięciu opony oraz kilkukrotnym koziołkowaniu pojazdu. Teraz do tych doniesień odniósł się drugi kierowca autokaru. Opowiedział również, co wydarzyło się podczas ostatniej zmiany za kierownicą.

Wypadek polskiego autokaru na Węgrzech

Do wypadku doszło w nocy z 15 na 16 sierpnia 2026 roku na autostradzie M3 w pobliżu miejscowości Mezőkeresztes na wschodzie Węgier. Autokarem podróżowali polscy pielgrzymi wracający z Medziugorie.

Pojazd zjechał z autostrady i przewrócił się na stromym nasypie. W wyniku zdarzenia zginęło 12 osób, a kilkudziesięciu pasażerów odniosło obrażenia. Wśród uczestników pielgrzymki znajdowali się przede wszystkim mieszkańcy Podkarpacia.

Po wypadku obaj kierowcy zostali przesłuchani przez węgierską policję. Jeden z nich został zwolniony, natomiast kierujący autokarem w chwili zdarzenia został zatrzymany. Sąd zdecydował następnie o jego aresztowaniu na 30 dni. Postępowanie przez cały czas trwa, a zastosowanie aresztu nie przesądza o winie mężczyzny. Informacje o decyzjach dotyczących kierowców przekazała Wirtualna Polska.

Drugi kierowca opowiedział o ostatniej zmianie

Głos po wypadku zabrał Grzegorz Wojtoń, drugi kierowca autokaru. W chwili zdarzenia odpoczywał w wygłuszonej kabinie sypialnej znajdującej się w pobliżu środkowych drzwi pojazdu.

Z jego relacji wynika, iż wcześniej prowadził autokar przez Chorwację i część Węgier. Kiedy zbliżał się do końca dozwolonego czasu pracy, kierowcy zatrzymali się, aby dokonać zmiany. Wojtoń twierdzi, iż zapytał kolegę o samopoczucie. Ten miał odpowiedzieć, iż czuje się dobrze i jest gotowy do dalszej jazdy.

Kierowca prowadzący pojazd w chwili wypadku miał znajdować się za kierownicą od około trzech i pół godziny. Do kolejnego zaplanowanego postoju brakowało zaledwie dwóch kilometrów. Według Wojtonia jego kolega posiadał wymagane uprawnienia oraz aktualne badania lekarskie i psychotechniczne.

Relacja drugiego kierowcy nie rozstrzyga jednak, co doprowadziło do zjechania autokaru z drogi. Odpowiedź na to pytanie mają przynieść oględziny pojazdu, analiza miejsca zdarzenia oraz opinie biegłych.

Autokar miał nie koziołkować

Jedna z informacji powtarzanych po wypadku dotyczyła rzekomego kilkukrotnego koziołkowania autokaru. Grzegorz Wojtoń stanowczo zaprzeczył tej wersji. „Proszę tego nie słuchać” – powiedział, odnosząc się do pojawiających się doniesień.

Według jego relacji pojazd zjechał z jezdni, przewrócił się na bok, a następnie zsuwał się po stromym nasypie. Autokar miał przemieścić się jeszcze o kilkanaście metrów. Drugi kierowca uważa, iż właśnie podczas zsuwania się pojazdu wielu pasażerów mogło odnieść najpoważniejsze obrażenia. Jego wypowiedź przytoczyło RMF FM.

Wojtoń zwrócił także uwagę na brak bariery ochronnej w miejscu, w którym autokar opuścił jezdnię. W jego ocenie nasyp był bardzo stromy i głęboki, dlatego powinien zostać odpowiednio zabezpieczony. Jest to jednak osobista ocena uczestnika zdarzenia, a wpływ infrastruktury drogowej na przebieg wypadku muszą ustalić śledczy.

Co z hipotezą dotyczącą pękniętej opony?

Po wypadku pojawiły się również przypuszczenia, iż przyczyną zdarzenia mogła być awaria techniczna, w tym nagłe uszkodzenie jednej z opon. Drugi kierowca ocenił taką możliwość jako mało prawdopodobną, ale przyznał, iż sam nie jest w stanie wyjaśnić, co dokładnie stało się z autokarem.

Pojazd zostanie poddany szczegółowym badaniom. Biegli powinni sprawdzić jego stan techniczny, układ kierowniczy, hamulce oraz ogumienie. Analizowane mogą być również zapisy z tachografu i inne dane pozwalające odtworzyć ostatnie minuty jazdy.

Adwokat zatrzymanego kierowcy podkreślał, iż postępowanie znajduje się na wczesnym etapie i jest za wcześnie na wyciąganie ostatecznych wniosków. Sam kierowca miał znajdować się w stanie szoku. O stanowisku prawnika informowała Interia.

Dramatyczne chwile w kabinie sypialnej

Grzegorz Wojtoń opowiedział również o momencie, w którym pojazd zjechał z drogi. Ponieważ odpoczywał w zamkniętej i wygłuszonej kabinie, nie widział, co działo się przed autokarem. Poczuł nagłe uderzenia oraz gwałtowne przemieszczanie się pojazdu.

Gdy autokar się zatrzymał, kierowca wydostał się z kabiny i włączył w ewakuację pasażerów. Część osób opuszczała pojazd przez wyjścia dachowe. Ciężej rannych i przygniecionych fotelami wyciągano przez przestrzeń powstałą pod tylną częścią autokaru, która zawisła nad ziemią.

Wojtoń zwrócił także uwagę na kwestię pasów bezpieczeństwa. Według jego relacji tylko część podróżnych miała je zapięte, mimo wcześniejszych próśb kierowców. Po przewróceniu pojazdu niezabezpieczeni pasażerowie wypadali z foteli. Dokładne okoliczności obrażeń poszczególnych osób również będą jednak przedmiotem prowadzonego postępowania.

Poszkodowani wracają do Polski

Część rannych uczestników pielgrzymki została już przewieziona do kraju. Do Polski przyleciało najpierw 21 osób, z których pięć trafiło do rzeszowskich szpitali. Kolejnych 12 poszkodowanych przetransportowano 19 sierpnia. Pacjenci zostali objęci dalszą specjalistyczną opieką w trzech placówkach medycznych.

Podkarpacki Urząd Wojewódzki poinformował również o uruchomieniu pomocy psychologicznej dla poszkodowanych oraz ich rodzin. Aktualne informacje o transportach publikuje Podkarpacki Urząd Wojewódzki.

Przyczyna wypadku przez cały czas nie została oficjalnie ustalona. Relacja drugiego kierowcy pozwala poznać jego wersję wydarzeń, ale decydujące znaczenie będą miały wyniki śledztwa prowadzonego przez węgierskie służby oraz opinie powołanych biegłych.

Idź do oryginalnego materiału